24 listopada 2013

Część II

– A więc… Babcia opowiadała mi jak byłam małą dziewczynką i potem znalazłam to w starej księdze z historią naszego miasta sprzed kilkuset lat, ale przejdę już do rzeczy. Parę wieków temu, mówiąc krócej duży szmat czas temu, gdy nasze miasteczko dopiero zbudowano przy starym, tajemniczym lesie, w którym mgła nigdy nie ustawała. Stary kleryk ostrzegał burmistrza , aby zbudować na innym miejscu, lepszym i bezpieczniejszym. Rozpowiadał wszystkim, że las, który ich otaczał i który mieszkańcy stopniowo wycinali, aby powiększać mieścinę był bardzo podejrzany. Mówił, że podobno dzieją się tam przeróżne i przedziwne rzeczy – czuł to, czuł obecność jakiś duchów, demonów, ale burmistrz tylko go wyśmiał jak i również większość miasteczko, i skazał go na spalenie żywcem. I tak się stało, a po jego śmierci zaczęły dziać się straszne rzeczy. Każdej pełni jeden mieszkaniec znikał, a następnego dnia znajdowano ich brutalnie zamordowanych, nie zawsze kończyło się na jednej ofierze. Zaniepokojeni mieszkańcy prosili burmistrza o  zwiększenie bezpieczeństwa i tym podobne rzeczy, lecz on uważał, że to po prostu zwykłe zbiegi okoliczności i znów  kazał wyciąć nowy odcinek lasu na nowe budynki. Bardzo wczesnym rankiem następnego dnia mała dziewczynka imieniem Amelia wyszła z domu na suche drogi miasteczka ze swoim małym pieskiem. Idąc na rynek znalazła martwe ciało burmistrza nadziane na stare, zardzewiałe widły. Krew spływała beztrosko po ciele. Było ono poszarpane, pogryzione mówiąc prościej brutalnie potraktowane. Amelia zaczęła uciekać i natrafiła na napis napisany niedbale na drodze krwią burmistrza, ale niestety dziewczynka nie potrafiła czytać i pobiegła czym prędzej do domu. Miasteczko było pogrążone w ogromnym strachu. Ludzie zaczęli je powoli opuszczać, a wtedy ataki zdarzały się coraz częściej. Rodzice małej dziewczynki porzucili ją i skazali na okrutny los, ukrywała się ona w swoim domu w piwnicy, której prawie nigdy nie opuszczała. Po kilku miesiącach miasteczko zupełnie opustoszało i to nie tylko dlatego, że pouciekali, ale również zostali zamordowani.  W końcu Amelia postanowiła wyjść na ulicę. Twin Peaks, a raczej Tamia Panks była w totalnej ruinie. Domy poburzone, spalone, a wzdłuż ulic, dróg na małych drewnianych ostrych słupkach były ponadziewane martwe ciała mieszkańców. Gdy szła między nimi nagle poczuła lodowaty wiatr. Niebo stawało się coraz ciemniejsze mimo wczesnej pory. Odwróciła się i zobaczyła przed sobą ogromnego czarnego stwora, który natychmiast ją zaatakował. – przerwała, aby napić się herbaty i złapać oddech, a reszta obserwowała ją z uwagą Joe.  – Hmm, na czym to ja skończyłam… A już wiem! Przez wiele, wiele lat wioska była opuszczona, w sumie nie ma się czego dziwić. W końcu kilka osób uznało, że już jest bezpiecznie, więc wróciło i zasiedliło się na nowo. Odbudowano miasto pod nową nazwą Twin Peaks, szkieletów i zgnitych ciał się pozbyto, ataki ustały, wszystko zaczęło tętnić nowym życiem! Ale napis  „Strzeżcie się zemsty!” pozostał, nie dało go się niczym zamazać, a niekiedy powiadają, że podczas pełni promieniuje światłem. – skończyła opowiadać Lexy.






Luna wraz z Patrickiem siedzieli wstrząśnięci tą niesamowitą historią i nie umieli wydusić z siebie ani jednego słowa i zapadło milczenie które przerwał Joe.
-Brawo, brawo, dziękujemy za tą jakże cudowną bajkę, a teraz skąd dobiegały te krzyki na ulicy?
Nikt mu nie odpowiedział. Powtarzał te pytanie kilkakrotnie bez najmniejszego efektu. W końcu  zrezygnował i usiadł obok Patricka. Zegar cykał coraz głośniej i wskazywał już pierwszą w nocy. Deszcz nadal padał jak z cebra, wiatr prawie łamał drzewa, a oni siedzieli pogrążeni w wielkim szoku. Luna wpatrywała się w park za oknem.
-Ej! Patrzcie tam! Tam w parku coś jest! Coś się rusza pod latarnią, podejrzane… - wykrzyknęła wstając z kanapy i jednocześnie przewracając kubek z herbatą.

Wszyscy jednocześnie jak w jakimś wojsku wstali i podbiegli do okna. Rzeczywiście coś się tam poruszało. Coś dużego, ale czy to człowiek? Czy jakieś zwierzę? A może po prostu to jakiś cień? Albo po prostu im się wydaje? Nagle tajemnicze coś odwróciło głowę i spojrzało w stronę okna. Wlepiło swoje krwistoczerwone ślepia w nich, aż po chwili uciekło jakby się spłoszyło, ale oni nie odeszli od okna, nadal stali tam i spoglądali w miejsce, gdzie przed chwilą czarny tajemniczy stwór czaił się. Znowu rozległ się przeraźliwy krzyk, który zaraz ucichł… I niespodziewanie w stronę okna leciał jakiś dziwny przedmiot…  Przez panującą ciemność nocy nie można było go rozpoznać…

~Lupin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz